Pasek zakładek

poniedziałek, 24 września 2018

Nysa Łużucka od Gubina do Olszyny

Kolejna rzeka na moim blogu wędkarskim to Nysa Łużycka, na której nie miałem okazji jeszcze nigdy wędkować (artykuł z magazyny Wędkarz Polski). Użytkownikiem opisywanego odcinka jest okręg PZW w Zielonej Górze (zarządza odcinkiem od ujścia Żółtej Wody do ujścia Nysy Łużyckiej do Odry). Zachęcam do lektury i komentowania przez osoby tam wędkujące.

"Źródła Nysy Łużyckiej biją  w Czechach. Jej całkowita długość wynosi 251 kilometrów,   polski odcinek (197 kilometrów)  wyznacza naszą granicę z Niemcami. Kilka lat temu trafiliśmy nad Nysę w rejonie Bogatyni. Teraz powędrujemy jej brzegami, pod prąd, od Gubina do mostu na autostradzie A4.
IMAGEIMAGENysa Łużycka płynie w ogromnej pradolinie. Charakter ma bardzo zmienny. Spowodował to człowiek, budując elektrownie wodne i inne spiętrzenia kierujące wodę poza koryto rzeki. Trzymetrowe spiętrzenie (elektrownia) jest także w Gubinie. Jak każde inne,  ma cofkę. Nurt spokojny, gdzieniegdzie jest  dosyć IMAGEgłęboko. Wykorzystują to wędkarze. Jest ich tu sporo,  chociaż ryby nie najlepiej żerują,  bo woda jeszcze zimna (tekst powstawał na początku kwietnia – przyp. red.). Nysa płynie przecież z Gór Izerskich, gdzie śnieg leży do końca maja.  Łowi się tu na tyczki i na drgające szczytówki z koszyczkami. W regionie zielonogórskim łowienie na tyczkę jest bardzo popularne, działa tu wiele klubów zawodniczych. Poziom tutejszego wędkarstwa jest tak wysoki, że okręgowe zawody przewyższają poziomem mistrzostwa Polski. 


Ewentualnych  zawodników cofka gubińskiej elektrowni nie zachwyca, bo  nie zapewnia wszystkim  jednakowych  warunków. Głębsza jest przy zaporze, a nurt Nysy zbliża się do brzegu niemieckiego. Z naszej strony łowi się leszcze, płocie i  karpie, o sandacze łatwiej po stronie  niemieckiej. Niemcy dość obficie zarybiają Nysę szczupakiem. Nie wylęgiem ani  palczakami, lecz sztukami po 30 - 40 centymetrów. Wpuszczają  również inne drapieżniki. Dlatego w Nysie Łużyckiej takich ryb dużo, a spiningistów prawie nie uświadczysz.IMAGE






Rozmowy z napotkanymi wędkarzami, co zrozumiałe, dotyczą głównie  ilości i wielkości  ryb w rzece. Tylko jeden powiedział: “Mała woda, małe ryby”. Pozostali mają inne zdanie, mówią o dużych leszczach, węgorzach i szczupakach. Niecały kilometr pod prąd od gubińskiej elektrowni jest łowisko, gdzie się często urządza zawody spławikowe. W  wodzie dominują klenie, ale łowi się też dość duże brzany. Rozmaitość ryb jest więc duża.


W samym mieście, poniżej spiętrzenia, 200-metrowy odcinek rzeki jest   wyłączony z wędkowania. Tutaj rzekę zarybia się certą, trocią wędrowną i innymi rybami prądolubnymi. Poniżej tej zapory Nysa Łużycka płynie już bez spiętrzeń  prosto do Odry.
IMAGE

Powędkować można w samym Gubinie. Miejsc dobrych na koszyczek sporo, wędkarzy mało. Aż ręce zaświerzbiły do spiningu, kiedy tuż za miastem zobaczyłem przełomy niczym   w górskiej rzece. Tyle że tutaj woda przedziera się nie między stromymi skałami, lecz przez powalone mosty i inne brzegowe budowle. Mapa nie zachęcała jednak do wędrówki w górę Nysy. Wszystkie  widoczne na niej drogi biegną z dala od rzeki, ale przecież jeszcze do  niedawna granica była dobrze patrolowana, więc strażnicy musieli którędyś jeździć. Zaryzykowałem. Skierowałem się na południe.

Rzeczywiście. Droga, bardzo kiepska, bodaj tylko w trzech lub  czterech miejscach zbliża się do rzeki. Prawie całą trasę pokonałem jadąc międzywalem po samochodowych  śladach. Zapewne właśnie tędy jeździła  Straż Graniczna, a może  i wędkarze. Czasami ta polna droga prowadziła wałem, częściej obok niego. Przekonałem się, że osobowym samochodem można tu dojechać niemal wszędzie, pod warunkiem  że nie będzie bardzo obciążony, bo są na tych drogach głębokie koleiny. Po deszczach wszędzie się  nad brzeg nie dojedzie, ale zawsze  trafi  się na jakieś miejsce, gdzie można przystanąć, zostawić samochód i podejść do wody ze spiningiem albo gruntówką.
IMAGE 
Wędkarzy spotkałem niewielu. Wszyscy byli  zadowoleni, że nareszcie będą mogli łowić w nocy. To dla nich bardzo ważne szczególnie latem, kiedy  Nysa ledwo  płynie, a w płytkiej i prześwietlonej wodzie ryby są bojaźliwe. - Wędkowanie w granicznej rzece  nocą było zakazane – mówią wędkarze. – Kiedy przychodziliśmy  razem ze świtem,   to oglądaliśmy ostatnie pluskające się  ryby. Gdy wieczorem zwijaliśmy wędki, to woda dopiero zaczynała żyć. Potwierdzają mi również, że wędkarzy tutaj niewielu, a sam widzę, że parę kilometrów można przejść i  nie spotkać kawałka wydeptanego brzegu.

Od wielu lat w Nysie Łużyckiej brakuje wody. Wiele jej  biorą Niemcy do zalewania odkrywkowych kopalni węgla brunatnego. My za dwadzieścia lat zrobimy to samo. Turoszowskie złoża też się wyczerpują i woda z Nysy Łużyckiej będzie tak długo wlewana do dzisiejszej kopalni, aż w jej miejscu powstanie ogromne jezioro o głębokości dwustu metrów. Potrwa to wiele lat.

 IMAGEJuż dzisiaj wody w Nysie jest mało i tak samo będzie później. Dlatego bardzo mnie zdziwiło to, co zauważyłem nad jej brzegami. Choć  rzeka jest doskonale  obwałowana, a międzywale duże,  z niemieckiej strony brzegi są wygolone niemal do ostatniego krzaczka. Z naszej też golą, ale gdzieniegdzie zostawiają jakieś drzewo lub  kępę krzaków. Robią to nie z myślą o  bezpieczeństwie państwa, bo dzisiaj jak ktoś chce, może przejść granicę w dowolnym miejscu. Nie po to też golą, żeby przyspieszyć  przepływ, bo powodzie się tu nie zdarzają. Więc po co w takim razie  chce się rzekę pozbawić życia? Akurat teraz, kiedy nasz klimat tak się ukształtował, że przez całe lato w Nysie są niżówki, całe jej koryto odsłania się na działanie słońca. Tymczasem nawet ktoś niezbyt mądry wie, że drzewa należy zostawiać przemiennie, raz na jednym, IMAGEraz na drugim brzegu, żeby na rzekę padał cień w różnych porach dnia. Dziwne   poza tym, że  rzekę się zarybia, a  równocześnie zabiera rybom miejsca do życia. Gdzie się podział  Polski Związek Wędkarski, który jest włodarzem tej wody i na taką dewastację brzegu musiał wyrazić zgodę?

Najbliższe otoczenie Nysy Łużyckiej jest tak dzikie, że tutejszym wędkarzom mogą  pozazdrościć  ich koledzy znad Bugu. Rzeka nie wszędzie płynie między wałami, dotyka też wysokich skarp, najczęściej porośniętych lasem. Tam, gdzie drzew jeszcze nie powycinali, jest dzika rozmaitość.  Przybrzeżne głęboczki i duże podmycia sąsiadują z płyciznami. Gdzie Nysa mocniej meandruje, nurt się  przelewa spod jednego brzegu pod drugi, tworząc piaszczyste i żwirowe przykosy. Gdzie  płynie prosto, tam przykrywa rozległe łachy piasku, za to pod brzegami wędkarzy wabią głębokie rowy z ciemną wodą.


IMAGE
Co  pewien  czas straszą  ruiny jakiegoś mostu. Po drogach dojazdowych nie ma już prawie śladu. Dobre to łowiska, bo rzeka się tam zwęża, a  pozostałości owych budowli często leżą w nurcie i dają rybom dodatkowe kryjówki. W wielu miejscach rzeka  wyrwała brzeg i zatopiła krzaki. Gdyby  ktoś tu przychodził na ryby, z dostępem do  stanowiska miałby niemały problem. Wędkarzy jednak, jak już wspomniałem, jest mało, a na odcinku od wsi Borek do drogi A4 nie spotkałem żadnego. Za to kiedy na wysokości wsi Zasieki pytałem o drogę,  tłumaczono  mi bardzo dokładnie, którędy mam jechać, wielokrotnie przestrzegając,  żebym tam a tam nie wjeżdżał,  bo na pewno zabłądzę.

Tym to sposobem zobaczyłem fragment pohitlerowskiej fabryki amunicji. Była  ogromna, bo zajmowała  blisko 500 hektarów. Do  dzisiaj pozostały po niej bunkry i budynki, w których  wytwarzano  proch. Fabryka została  tak zaprojektowana i zbudowana, że z samolotu była niewidoczna. Miała teleskopowy komin, w czasie alarmu dym z kotłowni wtłaczano do rzeki.
IMAGETereny nad Nysą miały i mają ścisły związek z wojskiem. Przed wojną były tu fabryki zbrojeniowe, potem stacjonowały wojska sowieckie i nasze. Są tu ogromne poligony. Wstęp na nie  jest wzbroniony. Dodatkowe utrudnienia stwarzała strefa przygraniczna, ale to już przeszłość. Jeżeli  teraz ktoś tu zechce przybyć z wędką,  to niech wie, że w Nysie Łużyckiej są  sandacze i   okazałe brzany, a jeżeli poza smykałką do rybek ma w sobie żyłkę szperacza,  niech zabierze  mapę i kompas. Jest co zwiedzać. Muszę jednak przestrzec: od wybuchu zginęło tutaj dwóch wrocławskich studentów. Po tym nieszczęściu  zostały gdzieniegdzie tablice zakazujące wstępu. Nikt jednak  tego  nie przestrzega i nie ma żadnych rygorów, wiec jeżeli się zdecydujecie na zwiedzanie, róbcie  to z rozwagą.
Autostrada A4 doprowadzi nas do dawnego  przejścia granicznego. Nie rozpędzajmy się jednak, jedźmy powoli, aż nad głową zobaczymy most drogowy. Skręcając przed nim w prawo dojedziemy, z początku po  asfalcie,   do polnej piaszczystej drogi, która wiedzie na północ. Każdy zjazd w lewo zaprowadzi nas do Nysy Łużyckiej, a jeżeli pojedziemy dalej, po pięciu kilometrach trafimy na zdewastowaną asfaltową drogę. W lewo do Nysy, w prawo na bunkry, jak mówią miejscowi.
 
Na całym odcinku aż do Gubina zaskoczy was prawdziwa dzikość. Kiedyś kwitło tu życie, o czym świadczą widoczne tu i ówdzie  fundamenty domów, jeszcze częściej dziczki – znak, że  przy owych domostwach    były niegdyś  sady. Warto już teraz przyjechać tu na ryby, bo nie wiadomo,  co się stanie z  Nysą  za   kilka lat.  Zanim weszliśmy do strefy Schengen, Straż Graniczna  strzegła  jej  również przed kłusownictwem. Co będzie dalej?" 

Źródło: http://www.wedkarz.pl/wp-webapp/article/2074#comments

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz